Przejdź do treści

Eseje

Polacy, którzy znają Niemców i Polacy, którzy znają Niemców z mediów, niekoniecznie mówią o tym samym kraju.

Polacy i Niemcy od trzydziestu pięciu lat uczą się dobrego sąsiedztwa. W tym czasie powstały tysiące wspólnych przedsiębiorstw, przyjaźni i zawodowych znajomości. A jednak polityczny obraz Niemiec w Polsce potrafi być coraz gorszy. Czy możliwe, że pojednanie lepiej radzi sobie między ludźmi niż w debacie publicznej?

Deutsche Fassung lesen

12 listopada 1989 roku stałem zaledwie sto metrów od miejsca, w którym Helmut Kohl i Tadeusz Mazowiecki objęli się podczas Mszy Pojednania w Krzyżowej. Dziś wiem, że politycy mogą podpisać traktat i serdecznie się uściskać, ale nie mogą jednym gestem pojednać dwóch społeczeństw.

Helmut Kohl i Tadeusz Mazowiecki obejmują się podczas Mszy Pojednania w Krzyżowej 12 listopada 1989 roku.
Helmut Kohl i Tadeusz Mazowiecki podczas Mszy Pojednania w Krzyżowej, 12 listopada 1989 roku.

Wtedy myślałem, że widzę koniec pojednania. Po 37 latach rozumiem, że byłem świadkiem jego początku.

Dwóch Niemców

Wyobraźmy sobie dwóch Niemców.

Pierwszy pracuje w polsko-niemieckim przedsiębiorstwie. Ma swoje przyzwyczajenia, zalety i wady. Czasem jest nieznośnie drobiazgowy, czasem ratuje wspólny projekt przed katastrofą. Można się z nim pokłócić o termin dostawy, a następnego dnia razem rozwiązać problem. Drugi Niemiec mieszka w telewizorze. Nie ma imienia ani twarzy. Jest za to reprezentantem całego narodu. Odpowiada za politykę Berlina, niemieckie interesy gospodarcze, decyzje Brukseli, a niekiedy również za wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat.

Pierwszego można poznać. Drugiego można przede wszystkim oceniać.

Oczywiście to uproszczenie. Ale być może całkiem dobrze pokazuje pewien paradoks współczesnych stosunków polsko-niemieckich. Im więcej mamy możliwości bezpośredniego kontaktu, tym bardziej polityczna opowieść o sąsiedzie potrafi rozmijać się z osobistym doświadczeniem.

Trzynaście punktów procentowych

Infografika przedstawiająca sympatię Polaków do Niemców oraz odwrotnie, z danymi statystycznymi na temat relacji między obywatelami obu krajów.
Osobiste kontakty a obraz sąsiada. Infografika, ilustracja wykonana z pomocą AI.

Wyniki Barometru Polska–Niemcy 2025 przynoszą interesującą informację. Wśród Polaków, którzy przynajmniej raz odwiedzili Niemcy, 38 procent deklarowało sympatię do Niemców. Wśród tych, którzy nigdy tam nie byli, odsetek wynosił 25 procent. Różnica trzynastu punktów procentowych nie jest jeszcze dowodem, że podróż do Niemiec leczy z uprzedzeń. Możliwe przecież, że ludzie bardziej otwarci na Niemców chętniej tam jeżdżą.

Ale wynik trudno zignorować.

Tym bardziej że ci, którzy odwiedzili Niemcy, częściej akceptowali Niemców w konkretnych rolach społecznych. Jako współpracowników, sąsiadów czy osoby pełniące funkcje w ich otoczeniu. Badanie pokazało też coś mniej optymistycznego. Sympatię do Niemców deklarowało ogółem tylko 32 procent Polaków. Jedna czwarta wyrażała niechęć. To wyraźne pogorszenie w porównaniu z wcześniejszymi latami.

Po niemieckiej stronie sytuacja wyglądała inaczej. Sympatię do Polaków deklarowało 42 procent badanych, a niechęć zaledwie 9 procent.

Warto zatrzymać się przy tej asymetrii. Nie mamy dwóch społeczeństw, które w jednakowym stopniu odwracają się od siebie. Mamy przede wszystkim pogorszenie polskich ocen Niemców, podczas gdy niemieckie nastawienie do Polaków pozostaje znacznie stabilniejsze.

I jeszcze jedna informacja z badań. W Polsce stosunek do Niemców silnie wiąże się z preferencjami politycznymi oraz wybieranymi źródłami informacji. Nie oznacza to, że określona telewizja automatycznie produkuje niechęć. Widzowie wybierają przecież także media odpowiadające ich wcześniejszym przekonaniom. Ale trudno przeoczyć, że polityka, media i obraz sąsiada tworzą dziś bardzo bliski związek.

Pojednanie, które nie chce się skończyć

W październikowym wywiadzie dla DIALOG online historyk doskonale orientujący się w niemieckich nastrojach Robert Żurek powraca do pytania, czy między Polakami a Niemcami nadal potrzebne jest pojednanie, czy możemy już mówić o zwyczajnym sąsiedztwie. To ważne rozróżnienie. Pojednanie zakłada, że istnieje przeszłość wymagająca przepracowania. Zwykłe sąsiedztwo oznacza natomiast codzienność, w której nie każda rozmowa musi zaczynać się od historii.

Robert Żurek przypomina, że proces pojednania nie jest definitywnie zakończony. Niemiecka odpowiedzialność za zbrodnie popełnione na Polakach, pamięć o ofiarach i kwestia zadośćuczynienia nie znikają dlatego, że oba państwa należą do Unii Europejskiej. Trudno z tym polemizować.

Można postawić też inne, uzupełniające pytanie. Czy pojednanie, o którym rozmawiają historycy, politycy i przedstawiciele instytucji, jest dokładnie tym samym procesem, który zachodzi między zwykłymi ludźmi? Być może nie. W latach osiemdziesiątych paczki z pomocą wysyłane przez Niemców do Polski miały znaczenie znacznie większe niż wartość znajdujących się w nich produktów. Za abstrakcyjnym pojęciem „Niemcy” pojawiał się konkretny człowiek, który chciał pomóc.

Dziś paczki zastąpiły wspólne projekty, miejsca pracy, studia, podróże i przyjaźnie. Zmieniła się forma kontaktu, ale mechanizm pozostaje podobny. Łatwiej przypisywać całemu narodowi określone cechy, kiedy nie zna się żadnego jego przedstawiciela.

Sąsiedztwo nie potrzebuje ceremonii

Polsko-niemiecka współpraca gospodarcza ma dziś skalę, której trudno byłoby sobie wyobrazić w 1991 roku, kiedy podpisywano traktat o dobrym sąsiedztwie. Pisaliśmy o tym w jednym z artykułów.

Firmy po obu stronach Odry są częścią wspólnych łańcuchów dostaw. Polskie kadry kierownicze zarządzają niemieckimi zespołami. Niemieccy menedżerowie odpowiadają za inwestycje w Polsce. Przedsiębiorstwa konkurują, negocjują i współpracują. Nie należy tego idealizować. Wspólny biznes potrafi wytwarzać konflikty równie skutecznie jak polityka. Różnice płac, interesów, stylów zarządzania czy pozycji negocjacyjnej są rzeczywiste. Jednak w takich relacjach narodowość nie wystarcza już jako wyjaśnienie zachowania drugiego człowieka.

Niemiecki kontrahent może być nierzetelny, a polski dostawca znakomity. Może być również odwrotnie. Ostatecznie liczą się kompetencje, cena, terminowość i zaufanie. To dość przyziemne kryteria. I może właśnie dlatego tak skuteczne.

Współpraca nie wymaga deklarowania sympatii do całego narodu. Wymaga przewidywalności i dotrzymywania zobowiązań. Można więc nie mieć szczególnie ciepłych uczuć wobec Niemiec jako państwa, a jednocześnie bardzo wysoko cenić niemieckiego współpracownika lub przyjaźnić się na Erasmusie. Można też krytykować politykę Berlina i pozostawać w doskonałych relacjach z ludźmi po drugiej stronie granicy.

To nie sprzeczność. To normalność.

Media opisują państwa. Ludzie poznają ludzi

Barometr Polska–Niemcy 2026 pokazuje, jak powszechne stały się kontakty z sąsiednim krajem. Niemcy odwiedziło po 1990 roku 59 procent badanych Polaków. Polskę po 1989 roku odwiedziło 42 procent Niemców. Badacze wskazują, że wielokrotne wizyty wiążą się z bardziej pozytywnym i konkretnym obrazem sąsiada. Osoby bez takich doświadczeń częściej nie mają wyrobionej opinii. To interesujące również z punktu widzenia mediów.

Człowiek, który nie zna Niemiec, musi skądś czerpać wiedzę o tym kraju. Najczęściej dostaje informacje o rządzie, gospodarce, migracji, konfliktach politycznych czy wydarzeniach historycznych. Rzadziej dowiaduje się, jak wygląda zwykły dzień w niemieckim przedsiębiorstwie albo dlaczego polski i niemiecki zespół, czasami nawet i armie, potrafią ze sobą dobrze współpracować.

Nie dlatego, że dziennikarze coś ukrywają. Po prostu normalność rzadko bywa wiadomością. Nikt nie przygotowuje wieczornego wydania wiadomości pod tytułem: „Polak i Niemiec zakończyli wspólny projekt w terminie. Obie strony zadowolone”.

A przecież takich zdarzeń jest zapewne znacznie więcej niż politycznych awantur. Powstaje więc osobliwa sytuacja. Codzienne relacje budują wzajemne zaufanie, ale pozostają niemal niewidoczne. Konflikty polityczne zajmują pierwsze strony, choć bezpośrednio uczestniczy w nich niewielka część społeczeństwa. W rezultacie to, co wyjątkowe, zaczyna wyglądać jak reguła. A to, co zwyczajne, jak wyjątek.

Historia nie jest przeszkodą w normalności

Widok na elegancki budynek z flagami Niemiec, z ustawioną sceną i krzesłami przed nią. W tle widać ludzi rozmawiających, a z przodu cztery osoby siedzące przy stole z filiżankami kawy, otoczone jesiennymi liśćmi.
Dwie twarze pojednania: oficjalne ceremonie i osobiste spotkania. Ilustracja.

Nie chciałbym jednak wyciągać z tego wniosku, że skoro Polacy i Niemcy potrafią razem pracować, to historia przestała mieć znaczenie. Byłoby to wygodne, ale nieuczciwe. W Barometrze 2025 aż 58 procent Polaków uważało, że Niemcy powinny podjąć dalsze działania na rzecz zadośćuczynienia Polakom za zbrodnie II wojny światowej. Podobnego zdania było 23 procent Niemców.

Ta różnica nie jest medialnym wymysłem. Pokazuje rzeczywisty brak porozumienia w ważnej kwestii historycznej i moralnej. Żurek ma więc powód, by przypominać o niedokończonym pojednaniu. Nie oznacza to jednak, że każda polsko-niemiecka relacja musi pozostawać zakładnikiem tej sprawy.

Można domagać się od państwa niemieckiego uczciwego potraktowania historii i jednocześnie darzyć sympatią niemieckiego przyjaciela. Można oczekiwać zadośćuczynienia i prowadzić wspólny biznes. Można pamiętać o przeszłości, nie czyniąc z niej codziennego oskarżenia wobec współczesnego sąsiada. Państwo ponosi odpowiedzialność historyczną i polityczną. Konkretny człowiek nie staje się automatycznie adresatem wszystkich pretensji kierowanych do jego państwa.

To rozróżnienie nie osłabia pamięci historycznej. Przeciwnie, pozwala traktować ją poważnie, zamiast zamieniać w zbiorową etykietę.

Kto naprawdę potrzebuje pojednania?

Być może pytanie Żurka warto dziś nieco odwrócić. Nie tylko: czy Polacy i Niemcy już się pojednali?

Ale również: w których obszarach pojednanie nadal jest potrzebne, a w których społeczeństwa nauczyły się już funkcjonować bez jego uroczystej oprawy? Nie znamy odpowiedzi dla wszystkich grup społecznych. Badania nie pozwalają jeszcze powiedzieć, że ludzie regularnie współpracujący zawodowo z Niemcami są mniej podatni na polityczne stereotypy niż osoby bez takich kontaktów.

Wiemy natomiast, że osobiste doświadczenie sąsiada wiąże się z bardziej przychylnym jego postrzeganiem. Wiemy też, że polskie opinie o Niemcach silnie różnicują się według sympatii partyjnych i źródeł informacji. Między tymi dwoma ustaleniami znajduje się interesująca przestrzeń.

Możliwe, że pojednanie instytucjonalne i zwyczajne sąsiedztwo rozwijają się dziś w różnym tempie. Pierwsze wciąż musi mierzyć się z historią, odpowiedzialnością i polityką. Drugie codziennie podlega prostszemu sprawdzianowi: czy można na sobie polegać? Nie są to procesy konkurencyjne. Jeden nie zastąpi drugiego.

Ale warto dostrzec, że trzydzieści pięć lat po podpisaniu traktatu polsko-niemieckiego nie każdy kontakt między Polakiem a Niemcem jest już wydarzeniem historycznym. Czasem jest po prostu kontaktem dwóch ludzi.

I być może właśnie to jest jedno z największych osiągnięć pojednania, że nie trzeba o nim pamiętać przy każdym spotkaniu.


Sprawdź sam

Fakty:

Komentarze:

Teksty podpisane nazwiskiem są autorskie. Teksty podpisane „Theo Kantz” powstają z rozmów w kręgu Collegium. Za wszystkie odpowiada wydawca.

Ten tekst jest dostępny także po niemiecku. Deutsche Fassung lesen